poniedziałek, 9 czerwca 2014

cz.2
Mija tydzień za tygodniem. Moje relacje z Falkowiczem nie unormowały się. Także nic się nie zmienia z kontaktach z Adamem. Świetnie nam się razem pracuje, niemniej nie brakuje dwuznacznych żartów Adama na temat mojej osoby. Czasem się na niego zezłoszczę, ale często po prostu parskam śmiechem, bo tak śmieszy mnie jego zachowanie. Jednak Adam zawsze staje w mojej obronie, gdy Falkowicz mnie obraża, a raz spojrzał na mnie tak ciepło, że aż mi dreszcz gorąca przeszedł po całym ciele. A ja po prostu złożyłam mu życzenia imieninowe w wigilię Bożego Narodzenia, bo chyba wszyscy wiedzą, że w tym dniu w kalendarzu jest Adama i Ewy. On był jednak niemal wzruszony faktem, że o nim pamiętałam. Nawet mnie przytulił, gdy składaliśmy sobie życzenia świąteczne.
  

   Za tydzień przyjeżdża do mnie Blanka. Zaczynają się ferie zimowe i umówiłyśmy się spędzimy je razem. Jeszcze parę dyżurów i będę mieć pod swoim dachem moją nastoletnią córkę.
   Dzisiejszy nocny dyżur bardzo mi się dłużył. Cieszę się, że wreszcie wracam do hotelu. W drzwiach mija mnie Adam, tym razem z jakąś blondynką. Dobrze, że nie musiałam dziś w nocy przez ścianę słuchać ich łóżkowych poczynań.
   - Masz gościa - mówi Adam. - Jest w twoim pokoju.
   - O! Kogo? - dziwię się.
   - Sprawdź sama - uśmiecha się. - Wczoraj wieczorem chciałem do ciebie zadzwonić i poinformować o jej przyjeździe, ale prosiła bym tego nie robił. Chciała ci zrobić niespodziankę.
   W pokoju zastaję Blankę. Przyjechała tydzień przed czasem.
   - Blanka! Co tu robisz? - budzę ją. Naprawdę się cieszę.
   - Cześć, mamo - przytula mnie. Nie mogę wciąż się nadziwić, że tak szybko przyzwyczaiła się do formy "mamo". Przecież przez tyle lat mówiła do mnie po imieniu i uważała za siostrę. Dzieci chyba jednak chcą mieć poczucie prawdy, jeśli chodzi o ich pochodzenie. - Puścili mnie ze szkoły tydzień wcześniej, bo w ferie wysyłają mnie na warsztaty plastyczne i nie mogłabym się z tobą zobaczyć - wyjaśnia.
   - Ale jak to? Samą cię puścili? Przecież nie jesteś pełnoletnia! - dziwię się.
   - Nic ci nie mówiliśmy, bo chciałam ci zrobić niespodziankę. Ale babcia wiedziała i wyraziła zgodę, bym sama przyjechała. Już do niej dzwoniłam i zameldowałam się, że jestem na miejscu, żeby się nie martwiła.
   - To dobrze. Cieszę się, że już jesteś, ty moja Niespodzianko - przytulam ją.
   - Ja też. Muszę tylko w międzyczasie namalować jedną pracę i będę miała luz.
   - No ja też muszę w międzyczasie chodzić do pracy - uśmiecham się. - Co masz namalować?
   - Temat brzmi: "żywioł". Myślałam, że coś może z naturą? W każdym razie, coś w czym drzemie ogromna siła. Początkowo chciałam malować Wisłę, wiesz tu u ciebie na tej "naszej" plaży. Woda jako żywioł, jako kreator, wiesz te wszystkie łachy, meandry, strome brzegi, porwane konary. Ale jeszcze się zastanawiam.
   Przypominam sobie jak niekiedy z Blanką wy-chodziłyśmy na spacer wzdłuż Wisły i natrafiłyśmy na małą plażę, ukrytą w starorzeczu rzeki. Pięknie tam jest. Nazwałyśmy ją "naszą plażą". Bardzo się cieszę, że przyjechała. Co prawda jest zima, ale możemy się ciepło ubrać i nadal spacerować.
   - Mamo, mam też prośbę. Chciałabym byś na-uczyła mnie gotować - wyznaje Blanka.
   - Gotować? - dziwię się.
   - Wiem, że mam dopiero trzynaście lat, ale chciałabym.
   - Już wam szkoła nie serwuje obiadów? - żartuję.
   - Nie, skąd. Ale babcia mówiła, że masz smykałkę do kuchni, więc chciałabym ją wykorzystać, skoro już z tobą tu jestem.
   - Jasne. Nie ma problemu - mówię. - Już się cieszę na wspólne spacery i gotowanie.
   - I zakupy - dodaje Blanka.
   - I zakupy - potwierdzam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz